Na samym wstępie krótki zarys mojego bloga. To nie będzie kolejny suchy portalik o podróżach małych i dużych. Ukażę Wam ten temat w tak ciekawy i oryginalny sposób, że od razu wsiądziecie ze mną na pokład mojego parostatku. Zapraszam na piękny rejs po naszej kuli ziemskiej. Miejmy nadzieję, że unikniemy zderzenia z lodowcem.

Powiadają, że na wyjeździe człowiek nauczy się więcej, niż podczas wszystkich kilkunastu lat spędzonych na monotonnej edukacji. Planujemy, zbieramy finanse, szkolimy język, uczymy się odpowiedzialności i samodzielności. Może by wykorzystać bieżące strajki nauczycieli i wyjechać gdzieś dalej, niż w Bieszczady?

Kto powiedział, że podróże kształcą?

O tym, że podróże kształcą, przeczytamy w myślach wielu sławnych i zasłużonych ludzi. Mark Twain, Ryszard Kapuściński, Andersen i Cejrowski. Czy wprowadziliby nas w błąd, mówiąc, że podróżowanie to życie z szeroko rozpiętymi żaglami? Że między podróżą a snem i chęcią odkrywania świata stawiamy matematyczny znak równości? Mnie najbardziej podobają się <miejsce na reklamę> słowa Ralpha Waldo Emersona –

Nie podążaj tam, gdzie wiedzie ścieżka. Zamiast tego pójdź tam, gdzie jej nie ma i wytycz szlak.

Ale cytatami można się jedynie inspirować, a zdobycie cennego doświadczenia i wspaniałych wspomnień to już co innego. W takim razie pora na wyliczenie szeregu pozytywów, jakie da nam podróżowanie po zakamarkach wszechświata. Jesteście gotowi? To zapnijcie pasy i przygotujcie się na dużą dawkę motywacji.

Podróże kształcą, ale co?

Przed Wami kilka punktów zwierających korzyści płynące ze zwiedzenia, a więc:

RADOŚĆ – tak wielka, jak wtedy, gdy zjadasz swój ulubiony posiłek. Dla mnie będą to frytki, dla Was mogą to być czekoladowe lody lub liście rzodkiewek. Bo jak nie czerpać satysfakcji z tego, że podziwiasz wyjątkowe miejsca i spotykasz wartościowych ludzi? Przyznajcie się, że na samą myśl uśmiech pojawił się na Waszej twarzy.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ – niemal takiej samej rangi, jaką mają Chińczycy i ich guzik umożliwiający wybuch bomby atomowej. Wasza odpowiedzialność jest tym większa, im więcej osób wyrusza z Wami w drogę. Odpowiadacie za życie swoje, ich, za podjęte decyzje i za wszystkie rzucone w podróży słowa. Oby nie były to karalne groźby…

SAMODZIELNOŚĆ – oj, tu mamusia Was nie uratuje. Nie ma, że boli, że pada deszcz, że dach się sypie w hotelu, że samolot Wam uciekł. Na własną rękę wymyślacie awaryjne rozwiązania, pytacie o drogę, szukacie pomocy u nieznanych Wam osób. Podczas wyprawy w dalekie strony spotkacie się z sytuacjami, które będą wymagały indywidualnego zaangażowania każdego z członków wyprawy. Musicie pokazać, że jesteście samodzielni i potraficie SAMI zalać sobie zupkę chińską.

PRZYJAŹŃ – po wakacyjnym wyjeździe będziecie tak zżyci, jak kucyki Pony głoszące na każdym kroku słowa:

Przyjaźń to magia!

Na wakacjach i wycieczkach naprawdę poznaje się drugiego człowieka. Znosicie swoje humory, wspieracie się, zwierzacie i przede wszystkim – wspólnie przeżywacie cały ten czas. Razem się śmiejecie i razem płaczecie np. bo pojechaliście do Afryki i goni Was jakiś tygrys. Przy okazji wspólnej ucieczki spalicie dużo kalorii i zadbacie o dobrą formę.

WIEDZA – podróże kształcą Wasze mózgi na prawdziwie genialne. Oglądając na żywo rzymskie Koloseum, przedzierając się przez amazońską dżunglę i rozmawiając z rodowitymi Francuzami, o wiele lepiej poznacie prawa rządzące światem, niż siedząc w sztywnych rzędach na szkolnych zajęciach. I nie namawiam tu do wagarów – po prostu delikatnie zaznaczam, że maj kwiecień sprzyja podróżom…

SIŁA – tak ogromna, że możecie przenosić góry bez wypicia magicznego napoju Panoramixa. W końcu noszenie walizek i turystycznych plecaków wypełnionych konserwami na coś się przydaje. Oczywiście podróże kształcą również Waszą psychikę – już mało co jest w stanie pokonać zaporę emocjonalną Waszych mózgów.

Co w związku z tym?

Mam nadzieję, że wymieniona grupa zalet płynących z podróżowania nie tylko udowodni Wam, że to rzeczywiście kształtuje nasze charaktery, ale również Was do tego zachęci. Nie potrzebujecie dużo – wystarczą wygodne buty, plecak z małym wyposażeniem i jakieś pieniądze w sumie też się przydadzą. Ale o tym, co warto zabrać opowiem Wam za jakiś czas.

Trzymajcie się ciepło w tą kwietniowo-przeplatającą się aurę! A w komentarzach opowiedzcie mi, jakie korzyści Wy czerpiecie z podróżowania 🙂

Cudowna wiadomość dla wszystkich fanów włoskiej architektury, klimatu, jedzenia i klubów piłkarskich. Przedstawiciele władze kilkunastu miast położonych w gorącej jak rozgrzana patelnia  Italii postanowiły wystawić na sprzedaż nieruchomości. W tytule moi drodzy nie ma literówki. Domy na sprzedaż za 1 euro to nie żaden fake news. Budynki są co prawda, w stanie surowym, ale czy ktoś z Polaków by się tym przejmował? Najważniejsze pierwsze wrażenie, a cena przyciąga nas bardziej niż lodówka magnes.

Skąd pomysł u naszych pizzowych przyjaciół, aby pozbyć się nieruchomości za tak śmieszną kwotę? Otóż, sprzedaż domów ma być skutecznym sposobem na zatrzymanie procesu wyludniania odnotowanego w kilku miejscowościach. Kto normalny ucieka z tego kraju? To chyba mogą być tylko wariaci… Oferty zakupu apetycznych kąsków architektonicznych pojawiły się zarówno w większych miastach, gdzie mieszka przeszło 10 tys. ludzi tj. Salemi na Sycylii, jak i tych mniejszych np.  Carrega Ligure w Piemoncie, w którym zameldowanych jest jedynie 89 mieszkańców. Pewnie jak organizują urodziny, to zaprasza się ich wszystkich . W końcu, każdy każdemu sąsiadem.

Domy na sprzedaż za 1 euro to taktyka stosowana przez Włochów już od kilku dobrych lat. Oferta zakupu nieruchomości za bezcen przyciąga falę zainteresowanych łatwym biznesem, co ma bardzo korzystny wpływ na rozwój lokalnego biznesu turystycznego. Przykładowo do Mussomeli na Sycylii przyjechało parę tysięcy osób, aby na żywo ocenić stan oferowanych willi. Jak już przyjechali, to musieli gdzieś spać, coś zjeść i kupić drobne pamiątki dla dzieci. To wszystko pozwoliło na sprzedaż ponad 100 budynków, które – niespodzianka – w zdecydowanej większości trafiły w ręce cudzoziemców.

Zapytacie, co zrobić, aby zostać szczęśliwym nabywcą włoskiej posiadłości? Śpieszę z odpowiedzią! Otóż, kupujący muszą spełnić pewną listę wymogów, jeśli chcą stać się właścicielami. Ich obowiązkiem jest dokonanie wpłaty notarialnej oraz administracyjnej, a także dostarczenie szkicu remontu domu nie później, niż do roku od dnia jego nabycia. Szkic najlepiej narysować ołówkiem węglowym, takim prosto ze Śląska! Oprócz tego, nabywcy powinni podjąć prace remontowe, czyli ogarnąć ekipę budowlaną do dwóch miesięcy po otrzymaniu niezbędnych zezwoleń. Całkowity koszt tych prac to ok. 20 -25 tys. euro, do czego dolicza się kwotę poręczenia w wysokości 5 tys. euro. Czyli jednak nie tak do końca tanio… Piniondz otrzymujemy z powrotem po upływie 38 zaćmień księżyca. Żarcik – po upływie 3 lat.

Mimo dużego zainteresowania proponowanymi ofertami, wciąż sporo domów pozostaje samotnych i smutnych. W sardyńskiej miejscowości Nulvi do urzędu wpłynęło ponad 1,5 tys. zgłoszeń od zainteresowanych kupnem, a sprzedano jedynie 3 nieruchomości. Największy sukces odnotowano w miejscowości Ollolai, w której sprzedano 12 domów, w tym aż 5 holenderskim rodzinom. Aż ciśnie się na usta pytanie – co będą w nich hodować?

Drodzy miłośnicy podróży! Domy na sprzedaż za 1 euro czekają na Was. Pora rozbić skarbonkę i przeszukać skarpetki – zapas nieruchomości wciąż się kurczy, a Włochom przyda się ktoś, kto nauczy ich robić dobry bigos i nieziemski sernik.

Wyobrażacie sobie Was na tym moście?